Co jakiś czas siekły nas po twarzy zabłąkane krople deszczu. Nie ścierałam ich. Dzięki nim świat wydawał się pełen życia. Zazdrościłam burzy, że wszyscy tak się nią przejmują.
Nie ma nic lepszego od piosenki o utraconej miłości, kiedy trzeba człowiekowi przypomnieć, że wszystko co cenne, może urwać się z zawiasów, na których zostało tak starannie zawieszone.
Świat ofiarowuje nam czasami coś takiego: krótką przerwę, kiedy nad ringiem rozbrzmiewa gong i idziemy do narożnika, gdzie ktoś opatruje nasze poobijane życie.