Ostatnio zastanawiałem się nad taką generalną, wszechobecną nienawiścią do wszystkiego i wszystkich. Dla mnie to coś nowego. Kiedy ja miałem te 20 lat i się buntowałem to wydawało mi się, że walczę z systemem, indoktrynacją państwa i czułem, że nie jestem w tym sam. Czułem, że walczę o lepszy świat, o wolność. Dziś mam wrażenie, że tego nie ma, nie ma współczucia, dyskusji o ważnych tematach. Czuję, że młodzi żyją w pewnej pustce i nienawidzą dla samej nienawiści, bez konkretnych podstaw i refleksji nad problemem.